
Kronika wypadków miłosnych (1986), reż. Andrzej Wajda, dramat obyczajowy, psychologiczny, Polska, 114 min.
„W tamtych czasach Litwa była nieokreślonym obszarem geograficznym, niejasną formacją etniczną, nie zdefiniowaną sferą kulturową. W tamtych czasach Litwa była gwałtowną letnią burzą albo może raczej wnętrzem wygasającego wulkanu, który umierał w ostatnich spazmach. Litwa była wtedy wielkim zachodzącym słońcem, co zostawia po sobie smugi dziwnie pięknych świateł i resztki dogasającej tęczy” – pisał w „Kronice wypadków miłosnych” Tadeusz Konwicki. Słowa te mogłyby uchodzić za motto powstałego na kanwie tej powieści filmu Andrzeja Wajdy. Twórca „Kanału”, niesłychane wrażliwy na plastyczną kompozycję kadru, nasycił swój utwór jasnymi, świetlistymi krajobrazami; pastelowymi, miejskimi pejzażami; fotografiami świata bezpiecznego i swojskiego, pełnego duchowego ciepła. W tę świadomie nieco naiwnie i idealistycznie przedstawioną rzeczywistość wpisał wszakże znaki, zwiastujące niepokój i lęk, niejasno wieszczące zagładę. „Kronika wypadków miłosnych” niczym „Pan Tadeusz” rozgrywa się bowiem w sferze utkanej ze wspomnień i nostalgii. Tęsknoty za niewinnością, czystością i mityczną krainą dzieciństwa – tym piękniejszą, że na zawsze utraconą. Fundamentem i jedyną racją bytu tego świata jest wyobraźnia artysty – tak przecież bezbronna wobec dziejowych zawieruch i kataklizmów. To właśnie jej poruszenia wprawiają w ruch bohaterów filmu Wajdy.
Witek zostaje poproszony o odniesienie pilnego telegramu do pobliskiej willi. Poznaje tam Alinę, córkę pułkownika Nałęcza. Następnego dnia młodzi spotykają się na dworcu w Wilnie. Wracają tym samym pociągiem do domu. Wieczorem chłopiec zakrada się pod dom Nałęczów, wdrapuje po rynnie i podgląda szykującą się do snu dziewczynę. Upadek z pierwszego piętra kończy ryzykowną eskapadę.
W drodze do domu Witek ponownie spotyka Nieznajomego. Po raz pierwszy rozmawiał z nim w pociągu, gdy wracał z wielkanocnych ferii u ciotki. Nieznajomy pyta o cmentarz na stoku, lecz sam wyjaśnia, że ten cmentarz jeszcze nie istnieje. Powstanie dopiero pod koniec wojny.
Zauroczony Aliną Witek nie dostrzega walczącej o jego względy Grety, córki niemieckiego pastora Bauma, której niezdarnie pomaga jej brat Engel. Lepszym obserwatorem jest inny przyjaciel Witka, Lowa. Ten, może z zazdrości, gotów jest zakładać się, że Nałęczówna „ma już Witka w kieszeni”.
Niezwykłe są spotkania trójki przyjaciół u sióstr Puciatówien. Sztubackie zaloty Lowy i żałosne westchnienia Cecylii i Olimpii zdają się zapowiadać rychłe spełnienie chłopięcych marzeń o pełnej dojrzałości. Zakochany Witek pozostaje myślami przy Alinie.
Podczas kolejnych spacerów po szykującym się do wojny mieście Witek coraz wyraźniej mówi o swej „śmiertelnej chorobie”. Alina reaguje z rezerwą. Z oporem godzi się na „ostatnie spotkanie”. Po zakończonej pocałunkiem randce dziewczyna wyrywa się i łkając ucieka do domu. Spotkanie z Lową, którego młodzi widzieli na żałobnym nabożeństwie w cerkwi, kończy się bójką. Na wieczorku urządzonym w domu pastora Bauma Witek dowiaduje się, że Greta wyjedzie wkrótce do Niemiec. Jej ojciec boi się rychłego wybuchu wojny.
Tłukący się po uśpionym domu chłopiec dostrzega Nieznajomego, który wyjmuje ze schowka pistolet, grzebie w biurku i na koniec prosi o fotografię ojca. Zrozpaczona amorami Witka matka nie wierzy jego zapewnieniom, że spotkał ducha. Witek dzieli się swoimi troskami z dziadkiem, który, choć szykujący się do śmierci, chce być informowany o wszystkim.
Nie pomagają sztuczki z fałszywymi telegramami, które Witek pragnie osobiście doręczyć Alinie. Spod szkoły zabiera dziewczynę samochód ojca. Porywczy pułkownik przegania upartego amanta salwą z nabitej solą fuzji. Z niespodziewaną pomocą przychodzi gburowaty kuzyn Aliny, Sylwek. W oczekiwaniu na uzgodnioną schadzkę Witek spędza noc pod domem Aliny. W końcu przekonuje się, że zdobył jej serce. Mówią więc o ślubie, planują wspólną ucieczkę po maturze. Umawiają się na spotkanie w dniu ogłoszenia jej wyników.
Witek oblał. Wrzucona do rzeki „batorówka” oznacza koniec marzeń o medycynie. Na zapewnienie chłopca, że „nie dożyje przyszłego roku”, Alina odpowiada: „Jestem gotowa na wszystko”. Młodzi postanawiają wziąć ślub i odebrać sobie życie. Umrzeć z miłości!
Podczas pożegnania Grety na stacji kolejowej Witek dowiaduje się od Lowy, że Alina też jest już spakowana. Wyjeżdża za granicę.
Próżne obawy. Ukochana dziewczyna przychodzi na ostatnie spotkanie w białej, „ślubnej” sukience. Obdarowani miłością i trucizną kochankowie zasypiają nad brzegiem rzeki. Budzi ich wycie syren i artyleryjska kanonada.
„…Nie ma już krainy mojego dzieciństwa – mówi Nieznajomy. Żyje ona tylko we mnie i razem ze mną rozsypie się w proch…”

Wykładowca dr Paweł Biliński – filmoznawca, pracownik Zakładu Produkcji Form Audiowizualnych w Instytucie Badań nad Kulturą Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego. Specjalizuje się w historii kina polskiego.